Natalia - Członkini Klubu Budujących Dom, nawadnianie użytkuje od 2011 r.
Ogród: powierzchnia 2000 m2; grunt piaszczysty, humus na wierzchu.
System nawadniania: automatyczny, z czujnikiem deszczu; liczba sekcji - 6 (w tym jedna przeznaczona do warzywnika, na początku nieużywana); instalacja - elastyczne rury 1 cal i ¾ cala; sterownik - markowy, sześciosekcyjny, w kotłowni; skrzynka z elektrozaworami - w rabacie przy kotłowni; dystrybucja wody - linie kroplujące na rabatach i w skrzyniach w warzywniku, na trawniku zraszacze wynurzalne rotacyjne (po 5-6 w sekcji), przed domem statyczne; woda najpierw czerpana ze studni, od kilku lat z wodociągu.
Decyzja: wybraliśmy, z mężem, działkę na skraju osiedla z jednorodzinnymi domami m.in. dlatego, że rosną na niej brzozy i rozłożysty klon. Jednak na początku ogród wyglądał skromnie, jak to teren przygotowany przez dewelopera na potrzeby sprzedaży nieruchomości. Dom otaczał trawnik, a trawnik - rzędy żywotników i kilka drzew iglastych. Tuje, sterczące jak żołnierze w szyku, w większej przestrzeni za domem nie wyglądały źle. Uznaliśmy, że stworzą zimozielone tło dodanych roślin i ogrodowej architektury. Natomiast z przodu działki sztywny żywopłot zasłaniał brzozowy zagajnik, dlatego go usunęliśmy. Zależało nam, żeby drzewa były widoczne z zacisznej uliczki. Architektka krajobrazu urządziła pod nimi reprezentacyjne rabaty, założyła automatyczne nawadnianie. Zrealizowała też, oczywiście, rozmaite zaułki wypoczynkowe za domem. Elementy systemu dobrała adekwatnie do potrzeb i usytuowania roślin, które zastaliśmy i które sama dodała. Linie kroplujące umieściła na rabatach. Zaś trawnik jej ek...
Aby przeczytać cały artykuł,
kup dostęp do Budujemy Dom online
kup dostęp do Budujemy Dom online
Uzyskasz dostęp do całego archiwum magazynu Budujemy Dom,
wydań specjalnych oraz miesięcznika Czas na Wnętrze